Wywołał pożar i uciekł, po czym wrócił na miejsce i przyglądał się akcji gaśniczej

Wywołał pożar i uciekł, po czym wrócił na miejsce i przyglądał się akcji gaśniczej.

Kwietniowej nocy przed północą w jednej z miejscowości gminy Borzęcin doszło do pożaru stodoły. Na szczęście zanim ogień rozprzestrzenił się na sąsiednie zabudowania trzaski palącego się drewna usłyszeli sąsiedzi. Od razu zaalarmowali służby ratunkowe. Niestety palący się od dłuższego czasu budynek gospodarczy doszczętnie spłonął powodując straty sięgające ponad 50 tys. złotych. Śledczy już na miejscu podejrzewali, że pożar został wywołany celowo.

Od kwietnia br. policjanci pracowali nad sprawą pożaru stodoły w jednej z miejscowości gminy Borzęcin. Po zabezpieczeniu dowodów na miejscu zdarzenia śledczy mieli pewność, że do pożaru nie doszło przypadkowo. Funkcjonariusze rozpoczęli poszukiwania sprawcy, jednak wówczas nie przyniosły one pozytywnego rezultatu.  Umorzone sprawy nigdy jednak nie trafiają „na półkę”. Takie zdarzenia nadal pozostają w zainteresowaniu śledczych, o czym świadczą przykłady rozwiązanych spraw nawet po kilku miesiącach czy latach. Bez względu na to, jakiego „kalibru” jest sprawa policjanci dążą do tego, aby sprawca zawsze stanął przed wymiarem sprawiedliwości. To jest szczególnie ważne z punktu widzenia pokrzywdzonego, który musi mieć poczucie tego, że to za nim stoi prawo. Przekonała się o tym poszkodowana kobieta, której w wyniku pożaru ogień strawił stodołę.

Po trzech miesiącach od zdarzenia brzescy kryminalni trafili na nowy trop, który doprowadził ich prosto do sprawcy. Policjanci zatrzymali 30-letniego mężczyznę, który wywołał pożar. Policję i straż na miejsce wezwali mieszkańcy, których dom jest w bliskim sąsiedztwie od miejsca pożaru. Gdy na miejsce przyjechały służby ratunkowe, mężczyzna także powrócił przyglądając się działaniom policjantów i strażaków chcąc jednocześnie odwrócić od siebie podejrzenia. Śledczy jednak wkrótce zdobyli niezbite dowody, aby móc przedstawić 30-latkowi zarzuty zniszczenia mienia. Grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.

Zdj. ilustracyjne